Znowu to zrobił … boski lekarz jest nadal boski

Moja Matylda jest rozbrajająca w byciu sobą. Malutka, lekko pulchniutka, jak to małe dzieci bywają, do tego cudowne dołeczki w policzkach i słodki głosik. Bardzo uczuciowa, codziennie wyznaje nam miłość, uwielbia się przytulać. Ale też psoci, psoci, psoci … mało tego, namawia też Lidę do złego, a do tego uczestniczy w każdych wybrykach Alka. W dodatku, wszelkie rzeczy, których nie chce słyszeć – nie słyszy, świetnie potrafi o siebie zadbać, no i ma poczucie własnej wartości, którego można jej tylko pozazdrościć. Ostatnio przytrafiły nam się dwie takie sytuacje, obrazujące całą istotę Matysi:

Matylda jest gadżeciarą, uwielbia wszelkiego rodzaju błyskotki, dżeciki na sukienkach, a także kolor różowy, falbanki i wszelkie wyszywanki dekorujące ubranko. Dzisiaj do przedszkola Matysia dostała czerwoną bluzeczkę w kropki i do tego czarną spódniczkę, też w kropki, które najwyraźniej bardzo jej przypadły do gustu, bo gdy tylko została ubrana, zakomunikowała nam: jestem taka piękna 🙂

A co do dbania o siebie, to dzieci uczone są w przedszkolu, że mają się bronić same, tzn. gdy np. jedno dziecko zabiera zabawkę drugiemu, to to pierwsze mówi, że nie nie życzy sobie tego, i że jest złe. Konfrontacja uczuć i frustracji pod czujnym okiem Pani, żeby nie doszło do rękoczynów 🙂 Matylda ostatnio przeszkadzała w zabawie Alkowi i jego koledze, który go odwiedził. Mimo, że zamykali drzwi do pokoju, a Matylda jest za mała, żeby dosięgnąć do klamki, to namawiała Lidę, żeby je otwierała (Lidoki, Lidoki, otwórz drzwi, hahaha), a potem wpadała do pokoju i krzyczała. W końcu chłopaki nie wytrzymali i któryś nakrzyczał na nią. Oczywiście, popłakała się, bo przecież to ona była poszkodowana, biedna, niewinna i przyszła do nas na skargę. Poradziliśmy jej, żeby poszła do chłopaków i powiedziała, że nie życzy sobie, żeby na nią krzyczeli i przeprosiła też za swoje zachowanie. Naturalnie nie przeprosiła, za to stanęła na środku pokoju i, podskakując z emocji, wykrzyczała co najmniej dziesięć razy: Aleksy, Maksim nie życzę sobie tego!!! My się pokładaliśmy ze śmiechu, chłopaki też. Oczywiście, jej przewiny poszły w zapomnienie po tym występie. Matysia jest po prostu bezkonkurencyjna 🙂

Bezkonkurencyjny jest też boski lekarz. Jego nowa książka „Uzdrawiająca żywność boskiego lekarza” jest nawet lepsza od pierwszej, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. To dzięki niemu codziennie pijemy zielone koktajle. A moja przyjaciółka, której trochę na siłę dałam w prezencie jego książkę, w końcu przestała bać się owoców i mówi, że dzięki koktajlom i wskazówkom zawartym w książce, jej jelita znowu zaczęły zachowywać się przyzwoicie 🙂 Boski lekarz w swojej najnowszej książce opisuje najbardziej cenne, według niego, owoce, warzywa i inne, które powinny być codziennością w naszej diecie. Jest ich 50. Wszystkie pięćdziesiąt opisane są pod kątem konkretnych dolegliwości i chorób, np. jeśli ja mam problem z nerkami, to w mojej diecie powinno być bogactwo melonów, granatów, zielonych liści i jeszcze wiele innych. Dodatkowo zamieszcza pod opisem każdego przepis z tym składnikiem w roli głównej. A przepisy też są niczego sobie. Przykładem jest tu zwykłe jabłko. Przepis banalny, ale smak rewelacyjny. Jak ja nie przepadam za jabłkami, to te jabłka pochłonęłam 🙂 Bo wystarczy zwykłe jabłka pokroić w np. szesnastki czy ósemki, a następnie maczać w pewnym sosie przed wzięciem ich do ust. Sos składa się z namoczonych 6 daktyli, 1/4 łyżeczki cynamonu i odrobiny wody, żeby można było daktyle zblendować na gładką masę. Niby nic, a jednak aż tyle.  Naprawdę, boski lekarz jest nadal boski 🙂

 

 

komentarz w “Znowu to zrobił … boski lekarz jest nadal boski

Dodaj komentarz