Naleśniki bezglutenowe – a smakują jak te z dawnych czasów

Czy ja już kiedyś pisałam, że dawno temu, w „poprzednim życiu”, uwielbiałam wszelkiego rodzaju pszeniczne wypieki? Począwszy od bułeczek poprzez bagietki, makarony, kluseczki, chlebki, ciasteczka, wafelki, no i naleśniki. Kochałam je.

Mówi się, że to co uwielbiasz jeść, z reguły, jest pewniakiem Twojej nietolerancji pokarmowej, a nawet alergii. Kochałam wszystko to, co było zrobione z pszenicy. Miewałam migreny 2-3 razy w tygodniu, wielkie problemy z trawieniem, ale absolutnie, przez tyle lat, nikt nie wskazał, że to może być spowodowane moją słabością do pszenicy. Wprost przeciwnie. W końcu lekarze zawyrokowali, że mam zespół jelita drażliwego, powinnam przejść na dietę lekkostrawną, pełną kanapeczek z angielki popijanej szklanką mleczka i .. udać się do psychologa, bo przecież nie ma choroby odpowiadającej moim dolegliwościom. Tym bardziej, że wszystkie badania wykazały, że jestem zdrowa. Wtedy ZJD był według lekarzy wielką ściemą. Myślę, że wielu nadal tak uważa do dziś. I jak to bywa w życiu, gdy człowiek jest w wielkiej potrzebie – pomogłam sobie w końcu sama. A potem, jakby na potwierdzenie tego wszystkiego, przeczytałam książkę „Dieta bez pszenicy” i … eureka … Ten lekarz potwierdził, że warto było zaryzykować i odstawić ukochane bułeczki, naleśniczki, kluseczki … Problem przestał istnieć. Od tego czasu minęło już kilka lat. Migreny miewam, rzadko, z reguły gdy popełnię jakieś „wykroczenie dietetyczne”, bo jak się okazało, pszenica to nie jedyny mój problem, a na przykład kakao również (które też uwielbiam!), ale trapiące mnie konkretne problemy jelitowe odeszły w zapomnienie.

Zdarza się, nie raz i nie dwa, że dopada mnie tęsknota za zakazanymi dla mnie rzeczami. Chyba najbardziej tęsknię za naleśnikami. Wciąż szukam zamiennika bezglutenowego będącego godnym ich następcą.

Naleśniki, które robię są naprawdę bardzo smaczne. Dzieci je uwielbiają. Jednak ja wciąż mam w pamięci te pszeniczne. I w zeszłym tygodniu, zupełnie przypadkowo, udało mi się! Zrobiłam naleśniki, które, śmiało mogę napisać, są rewelacyjne 🙂 Zamówiłam w sklepie internetowym kaszę jaglaną, a przez pomyłkę dostałam mąkę z kaszy jaglanej. No to postanowiłam trochę zmodyfikować dotychczasowy przepis, żeby ją wykorzystać i wyszły mi naleśniki idealne. Jedynym problemem z nimi, jest to, że trzeba ostrożnie je przerzucać na patelni. Lekko podważać łopatką i ciągnąć do góry. Myślę, że ułatwić można sobie dodając więcej mąki ziemniaczanej, ale z racji tego, że to najgorszy składnik ciasta naleśnikowego, wolę trochę natrudzić się przy przerzucaniu naleśników, niż dosypywać więcej skrobi. Smak wynagradza włożony trud.

 

A oto składniki:

  • 1/2 szklanki mąki z kaszy gryczanej,
  • 1/2 szklanki mąki z kaszy jaglanej,
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy,
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej,
  • 6 jajek,
  • 2 łyżki oleju kokosowego plus kilka troszkę do smażenia,
  • szczypta soli himalajskiej,
  • 2 łyżki melasy buraczanej lub innego zdrowego słodziwa (np. syrop klonowy, syrop daktylowy),
  • 3 szklanki mleka roślinnego (ja używam kokosowego Aroy-D).

Wszystkie składniki miksuję na gładkie ciasto (dość rzadkie) i odkładam je na min. 30 minut do lodówki. Następnie wylewam niewielką ilość na natłuszczoną olejem kokosowym, rozgrzaną patelnię. Zmniejszam ogień i staram się czekać maksymalnie długo zanim przewrócę na drugą stronę. Trzeba samemu wyczuć ten moment. Zanim zaczną się przypalać, ale żeby ciasto jak najbardziej się ścięło. Im cieńsze są naleśniki, tym, moim zdaniem, łatwiej. Lekko podważam łopatką i ciągnę je do góry. Układam jeden na drugim, żeby były bardziej elastyczne. Co którąś patelnię natłuszczam odrobiną oleju kokosowego, żeby łatwiej mi się przerzucało. To też kwestia indywidualna i trzeba samemu podjąć decyzję kiedy i ile dołożyć oleju.

Świetnie smakują z domowej roboty powidłami śliwkowymi albo dżemem truskawkowym. Same też są wyborne. Cudowne. Smacznego!

P.S. Jak każdy naleśnik bez glutenu – pierwszy z patelni jest do śmieci, bo rwie się jak szalony 🙂

3 komentarzy “Naleśniki bezglutenowe – a smakują jak te z dawnych czasów

  1. To smacznego w takim razie 🙂 Ostatnio, w ramach uproszczenia i braku czasu, okroiłam składniki o mąkę z ciecierzycy i zmniejszyłam drastycznie ilość ziemniaczanej i też wyszły niczego sobie 🙂 Połączenie jaglanki i gryki daje radę 🙂

Leave a Reply