Gratulacje, naleśniki i biszkopt

20160713_181920

Wybór tym razem był naprawdę trudny. A jednak, decyzja podjęta! Aniani jawi mi się jako pokrewna dusza, ponieważ kierujemy się tymi samymi zasadami w „życiu kuchennym” 🙂 Żeby nie być gołosłowną, to mogę napisać, że jak zaczęliśmy się mniej więcej tak odżywiać, to mój mąż zrzucił 10 kilogramów w przeciągu kilku miesięcy. Oczywiście nie ograniczając jedzenia, ponieważ chodziliśmy cały czas syci, a jego waga spadała. Ja, z kolei, zauważyłam u siebie, że jak dzieci namówią mnie na owsiankę rano, to „budzę się” dopiero około 13-ej i myślę wtedy tylko o tym, żeby coś słodkiego zjeść. Zupełnie inaczej zaczynam dzień, jeśli śniadanie jest wytrawne, składa się z białka, tłuszczów i dużej ilości warzyw. Nie ogarnia wtedy mnie „mgła mózgowa”, nie mam napadów na słodkie, a uczucie sytości trwa dłużej. Nie jemy też zbóż glutenowych oraz mleka i jego przetworów. Wyjątkiem są rzadkie chwile przyjemności mleczno-glutenowych, kiedy to pozwalamy sobie na kawałek sera koziego lub owczego oraz chleb żytni na zakwasie. Z reguły przepłacam to później złym samopoczuciem, więc chyba dobrowolnie zrezygnuję z tych rzadkich, bo rzadkich, ale jednak przyjemności.

W diecie bezglutenowej najbardziej brakowało mi pysznych naleśników. Próbowałam różnych przepisów, różnego mieszania mąk bezglutenowych (nie kupuję gotowych bezglutenowych produktów, bo są one z reguły napakowane mocno chemią) i zawsze albo smak był nie taki jak trzeba, albo ciasto przywierało do patelni, albo się łamało. W końcu, po wielu próbach i błędach, wydaje mi się, że się udało. Oto przepis:

  • 1 szklanka zmielonej kaszy gryczanej (mąki gryczanej)
  • 1/2 szklanki mąki ryżowej
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki mąki z tapioki
  • 2 łyżki melasy buraczanej
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • 6 jajek
  • 3 szklanki mleka roślinnego.

Całość miksujemy i, zgodnie z zasadami Julii Child, wstawiamy ciasto do lodówki na min. 30 min.
Potem smażymy jak pszeniczne naleśniki. Nic nie przywiera, nie łamie się. Warto przykryć usmażone naleśniki na chwilę, to nabiorą wtedy większej elastyczności.

Udało mi się też zupełnie przypadkowo, na tej samej bazie, zrobić fajne ciasto, które mi urosło i smakowało „biszkoptowo”. Oto przepis:

  • 1 szklanka zmielonej kaszy gryczanej (mąki gryczanej)
  • 1/2 szklanki mąki ryżowej
  • 1/2 szklanki mąki z ciecierzycy
  • 2 łyżki mąki z tapioki
  • 2 szklanki mleka roślinnego
  • 1 łyżka sody
  • 1 łyżka maku / sezamu (opcjonalnie)
  • 4 banany
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżka karobu
  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • 3 łyżki melasy buraczanej (można zastąpić daktylami, a jeśli banany są bardzo dojrzałe, to wystarczą tylko one)
  • garść rodzynek lub żurawiny.

Całość miksuję (oprócz rodzynek/żurawiny i sezamu, które dodaję na końcu, do gotowego już ciasta) i piekę ok. 45 minut w 180 stopniach z termoobiegiem. Często przekrawam go i smaruję np. musem jabłkowym. Pychotka!