Najlepsza i najszybsza farinata

Dzisiejszy wpis miał być o zupełnie czymś innym. Miałam w planach Tranol, z którego jestem bardzo zadowolona i chciałam się tym podzielić. Albo opisać jedną z książek, które ostatnio przeczytałam.

A jednak … zdecydowałam, że muszę opowiedzieć o niespodziance, która mnie spotkała. Odwiedziła mnie ostatnio moja współblogerka, Agnieszka. Była w pobliżu, więc postanowiła wpaść. Świetnie spędza się z nią czas … można się wygadać, pożalić, pośmiać, ale też pomilczeć, powzdychać i posłuchać, więc bardzo się ucieszyłam 🙂 Poznałyśmy się dzięki Emi, z którą, z kolei, po narodzinach Adelki nie widziałam się jeszcze, a którą też uwielbiam. No i gdy przyjechała Agnieszka, to zadzwoniła Emi … hmm, pomyślałam sobie, cóż za zbieg okoliczności. Postanowiłam się rozłączyć z Emi i oddzwonić do niej później, o czym poinformowałam Agnieszkę. Na co ona poważnym głosem: „nie sądzę, obróć się do okna” 🙂 Okazało się, że Emi stoi pod bramą. Ależ niespodzianka. Dziewczyny zgadały się za moimi plecami. Dawno się tak nie ucieszyłam.

Niestety, jedzenie dopiero miałam w planach dla nas, a Adelka wysunęła się ze swoimi potrzebami i żądaniami na pierwszy plan, więc trochę czasu upłynęło, zanim się ogarnęłam. Wtedy okazało się, że dziewczyny nie mają czasu czekać na mój znaleziony i zaplanowany obiad, zdecydowały się więc na zrobiony na szybko budyń czekoladowy z dwójką na czele do małej kawki. Po ich wyjściu postanowiłam, że jednak zrobię, to co zamierzałam, ale na kolację dla nas. A miałam w planach przepis na farinatę z patelni. Robiłam już wielokrotnie farinatę pieczoną w piekarniku, ale wymyśliłam sobie, że musi być możliwość zrobienia jej szybciej i łatwiej. Przepis znalazłam na blogu www.zakreconywegeobiad.pl i, o dziwo, generalnie go nie zmieniłam. Nawet dodałam wody gazowanej, choć teraz będę próbowała ze zwykłą wodą, bo to artykuł mało popularny u nas w domu, a lubię gotować impulsywnie, z tego co akurat mam. Nie lubię gdy mnie coś ogranicza, nie ma wody gazowanej, to nie ma farinaty. Nie ma mowy 🙂 Ta farinata jest ogromnie smaczna, zdecydowanie lepsza niż pieczona w piekarniku, którą do tej pory robiłam. A do tego świeża sałata z prostym sosem (u mnie olej z pestek dyni, cytryna i miód) i kolacja jak marzenie.

Najlepsza i najszybsza farinata

A oto składniki na 2 patelnie (o średnicy 26 cm) farinaty (jedna starcza dla 2 osób):

  • 2 szklanki mąki z ciecierzycy,
  • 2 nieduże papryki czerwone,
  • 2 potężne garście szpinaku,
  • 2 cebule,
  • duża garść wydrylowanych czarnych oliwek,
  • sól Kala Namak i świeżo zmielony pieprz do smaku,
  • woda gazowana,
  • masło klarowane lub olej kokosowy do smażenia.

Mąkę zmieszałam z wodą gazowaną do konsystencji dość gęstego ciasta naleśnikowego i odstawiłam do zgęstnienia. W międzyczasie na maśle klarowanym podsmażyłam pokrojoną w kostkę cebulę i paprykę. Posiekałam szpinak i oliwki. Dodałam wszystko do ciasta, osoliłam i opieprzyłam do smaku. Więcej tam było warzyw niż ciasta 🙂 Konsystencja, po dodaniu wszystkich składników, nadal powinna być taka sama, więc jakby coś, to trzeba dodać wody. Ja nie musiałam. Na rozgrzaną patelnię dodałam łyżkę masła i wylałam pół porcji masy. Smażyłam na małym ogniu około 15 minut, do ścięcia się góry, ale z ostrożnością, żeby nie przypalił się dół i … (nie wychodzi mi przerzucanie talerz-patelnia jak w oryginalnym przepisie) przekroiłam na pół farinatę i przewróciłam połówki na drugą stronę. Trzymałam ją na patelni znowu kilka minut, do ścięcia się i zarumienienia spodu. To samo zrobiłam z drugą częścią ciasta. Do tego zwykła, młodziutka teraz, poszarpana sałata z sosem i już, kolacja gotowa. Pyszna i mega sycąca. Smacznego 🙂

 

Dodaj komentarz