Budyń czekoladowy z dwójką na czele

Jak to jest, że wyobrażenie, które stwarzamy sobie odnośnie jakichś sytuacji z reguły nijak się ma do rzeczywistości? Zawsze wyobrażałam sobie, że posiadanie dzieci to generalnie sielanka … no jest dużo zamieszania przy dużej liczbie dzieci, ale bez przesady, wszystko może być pod kontrolą, tylko trzeba odpowiednio podejść do sprawy.

No cóż … to dlaczego dzisiaj rano, po wyjściu dzieci do przedszkola jestem wrakiem człowieka? Wystarczyły im 2 godziny, żebym była wykończona fizycznie i psychicznie. Dlaczego mam wrażenie, że im starsze, tym jest gorzej? Człowiek mówi, prosi, powtarza i nic. Jak do ściany. Polecenia wykonywane są jak już  doprowadzą nas do ruiny nerwowej. Chyba wtedy widzą, po błędnym wzroku rodzica, że czas próśb się skończył i zaraz zacznie się źle dziać. A gdy jest ich trójka … brak mi słów.

No więc, jak oni wyszli do przedszkola, to ja padłam na krzesło i nie miałam siły wstać. Osiągnęłam nerwowe dno. Ale, ale … rozmowa z przyjaciółką i pyszny budyń czekoladowy … to jest to, co postawi mnie na nogi. Zatem najpierw rozmowa – i trochę ochłonęłam. Potem budyń. Przeszło mi. Uff. Zerknęłam jeszcze na papierową koronę, którą dostałam dzisiaj rano do noszenia, tak po prostu, z miłości, jak mi to zakomunikował Alek i doszłam do wniosku, że im też zrobię na pokolacyjny deser ten budyń. Ot tak, po prostu, z miłości do nich, bo może i wykańczają nas, ale co my byśmy bez nich zrobili?

 

Składniki na 5 małych porcji w kokilkach, dosłownie na „małe co nieco” po kolacji:

  • 2 szklanki mleka kokosowego,
  • 2 żółtka,
  • 2 łyżki cukru kokosowego lub innego słodziwa, np. melasy buraczanej,
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej,
  • 2 łyżki kakao,
  • 20 kropli ekstraktu waniliowego,
  • szczypta soli himalajskiej,
  • 2 małe kostki gorzkiej czekolady,
  • ewentualnie syrop malinowy (1 łyżeczka na porcję)

 

Żółtka, cukier, mąkę, kakao, szczyptę soli i ekstrakt waniliowy z 1/4 szklanki odlanego, zimnego mleka kokosowego dokładnie rozrobiłam trzepaczką w miseczce. Nie chciało włączać mi się blendera. Bez przesady. Pozostałe mleko zagotowałam i dolałam wymieszaną masę. Zmniejszyłam gaz do minimum i cały czas energicznie mieszałam, aż całość się zagotowała i zrobił się jednolity gęsty krem. Pogotowałam jeszcze z minutkę i od razu przelałam do kokilek. Utarłam na grubych oczkach czekoladę i posypałam wierzch. Jak już przyjdą i będą chcieli, to poleję im budyń jeszcze odrobiną syropu malinowo – miodowego, który ostatnio robiłam.

Budyń w smaku jest przepyszny. Ten kupny nijak się ma do niego. A pracy z nim tyle, co nic. Dosłownie 5 minut. Smacznego!

Dodaj komentarz