Minimalizm – droga do odzyskania radości

 

„Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę kiedyś stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko, o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia” (Jim Carrey)

Przeczytałam je wszystkie. „Magię sprzątania”, „Minimalizm daje radość”, „Im mniej, tym więcej”. Jestem w trakcie czytania „Miej umiar”. A za chwilę zabiorę się za „Wielkie porządki”.

I wiecie co? Okazało się, że od zawsze jestem minimalistką, tylko nigdy wcześniej tak tego nie nazywałam.

„Jest taka przypowieść o Sokratesie, który gloryfikował skromne życie. Mimo wszystko uwielbiał odwiedzać targ, ulegał jego czarowi i chodził tam prawie codziennie, by podziwiać wystawione towary. Taką postawą zadziwiał jego przyjaciół, dlatego w końcu jeden z nich zapytał, po co tam chodzi. Sokrates odpowiedział, że uwielbia odkrywać, bez ilu rzeczy jest doskonale szczęśliwy” Miej umiar, Natalia Knopek

W moich szafach nie znajdziecie zbędnych ubrań, a w szufladach zapomnianych szpargałów. Panuję nad ilością posiadanych przedmiotów i nie mam problemów z systematycznym ich pozbywaniem się. Minimalizm to nie tylko sprzątanie i wyrzucanie, to przede wszystkim oczyszczanie umysłu i serca. Od lat za każdym razem, kiedy dopadają mnie negatywne emocje, w pierwszej kolejności porządkuję którąś z szaf czy szafeczek.  Dopiero później, z głową cudownie zrelaksowaną, zabieram się za problem. I najczęściej okazuje się, że rozwiązał się on już gdzieś w trakcie lub też nie wydaje się już tak ogromny, jak na początku. Robię tak od lat, zanim jeszcze zjawisko to zostało nazwane minimalizmem i opisane w wyżej wymienionych książkach.

Niemniej książki tego typu czytam zawsze z zapartym tchem, bo to strasznie fajne uczucie znajdować potwierdzenie swoich myśli i praktyk w doświadczeniach innych osób. Można chyba powiedzieć, że jestem minimalistką zaawansowaną, ale i tak w każdej z tych książek znalazłam inspirację do nowych działań, które wdrożyłam w życie lub lada moment zamierzam to zrobić. Dzięki minimalizmowi stworzyłam w swojej głowie miejsce na radość życia, a w swoim rozkładzie dnia czas na drobne przyjemności i nowe aktywności. I wciąż jestem w drodze, wciąż mi się chce iść dalej i głębiej w  ideę. Jest mi z nią dobrze 🙂

„Czas jest bardziej wartościowy od pieniędzy. Możesz dostać więcej pieniędzy, ale nie możesz dostać więcej czasu” Jim Roth

Dzięki minimalizmowi rozwinęłam też inną ważną ideę w moim życiu: dzielenie się z innymi. Dużo rzeczy oddaję — rodzinom z młodszymi dziećmi, znajomym w trudniejszej aktualnie sytuacji czy instytucjom pomagającym potrzebującym. Praktycznie nigdy nie mam problemu z oddaniem posiadanych dóbr, nawet jeśli mogłyby jednak mi się do czegoś jeszcze przydać. Nie oczekuję też niczego w zamian. I z tym też mi jest dobrze 🙂

Jeśli akurat szukacie drogi do pełniejszego życia, to gorąco zachęcam do przyjrzenia się drodze minimalizowania własnych potrzeb i odkrywania radości z przestrzeni, która dzięki temu otwiera się wokół nas. Chyba mogę śmiało napisać, że gwarantuję, iż droga ta nie okaże się ślepą uliczką.

 

Dodaj komentarz