Depresja, minimalizm, dawanie i sploty

Depresja to moja wierna od lat przyjaciółka. Wiem już, że ona chętnie się zaprzyjaźnia z wieloma z nas. I każdy na swój sposób sobie z nią radzi, a czasami sobie nie radzi. I tak już jest.

Praktykuję od lat rozdrapywanie niezagojonych ran, uciskanie tam gdzie boli, testowanie granic wytrzymałości najbliższych, ale też tropienie dobrych emocji i sposobów na ich jak najdłuższe zatrzymanie.

Pisałam już wcześniej o moich pomocnikach, ale przypomnę raz jeszcze, bo z każdym dniem utwierdzam się w tym, że w moim przypadku to jest właściwa droga.

A więc przed wszystkim minimalizm. Chyba już doskonale panuję nad ilością posiadanych przedmiotów, coraz lepiej mi idzie z uważnym podchodzeniem do własnych potrzeb i cieszeniem się z ich minimalizowania, całkiem przyjemnie organizuję czasoprzestrzeń, która się w związku z poprzednimi dwoma pojawia.

Minimalizm stał się nieodłączną częścią mojego życia w sposób bardzo naturalny, bo chyba zawsze miałam go we krwi. Niemniej zachęcam Was do poważnego przyjrzenia się czym on jest i w jaki sposób wprowadzić go do swojego życia. Może i Wy odnajdziecie w nim drogę ku dobrym emocjom.

Z nowości w tym zakresie polecam Mangę sprzątania Marie Kondo, która tym razem w formie bardzo przystępnego komiksu prezentuje przejście od chaosu do okiełznania.

Dawanie to kolejny temat, który praktykuję coraz odważniej. Dawanie przedmiotów bardziej ich potrzebującym to już dla mnie pestka. Nigdy nie miałam z tym żadnego problemu. Ale dawanie kasy, to już było wyzwanie. Zaczęło się od WOŚP, który chyba tylko kamienia by nie poruszył, poprzez rozważne przekazywanie 1% podatku, aż do szukania instytucji i osób czekających na jakiekolwiek środki od darczyńców. Nie są to duże kwoty – 20,30,50zł przekazywane kilka razy w miesiącu na konta tych, których sygnały do mnie zewsząd docierają. Z przyjemnością i bez wahania.

Mam nadzieję, że w ten sposób dokładam swoją małą cegiełkę do tego, że wrażliwość nie zostanie skonsumowana i wypluta na tym świecie pełnym  … no sami przecież wiecie czego …

Manufaktura codzienności przeplata się z Manufakturą splotów. Nawlekam na nitki piękne i mądre słowa Joanny, wieszam na strychu pod sufitem i liczę na to, że pozwolą mi one przetrwać długą i złą zimę. Warto znaleźć dla siebie takich ludzi, których słowa koją.

No i na koniec prawdziwe sploty czyli Między oczkami i realna tym razem moja koleżanka Kasia. Zamówiłam u niej ciepły pled do otulania dobrych myśli w zimowe wieczory. Mam już kilka dzieł Kasi i uwielbiam ich używać, bo z każdej niteczki bije pasja i dobra energia autora. Polecam.

A przede wszystkim polecam szukanie swoich dróg, które pozwolą uciec od smutku i melancholii. Każda droga OD jest lepsza niż ta DO. Trzymam kciuki za Wasze wędrówki.

Dodaj komentarz