Weekend z Jogą

unnamed

Dostałam od mojego męża cudowny prezent urodzinowy. Pojechaliśmy na przedłużony weekend do przyjaciół w okolice Borów Tucholskich. Tam panowie zostali z dziećmi sami, od piątkowego wieczoru do niedzielnego popołudnia, a my, dziewczyny, pojechałyśmy na weekendowy wyjazd jogowy. Dni miałyśmy wypełnione pozornie relaksującymi zajęciami. Dla mnie, osoby mającej, tak naprawdę, pierwszy kontakt z jogą, było to wyczerpujące przeżycie, ale jakże mi potrzebne. Zmęczenie, które odczuwałam na zakończenie dnia, było zupełnie inne, niż to codzienne. Bolały mnie wszystkie mięśnie, a w życiu bym nie pomyślała, że mogłabym się spocić na jodze. Mało tego, byłam też uczestnikiem jogi śmiechu. Hmm … naprawdę dziwne doświadczenie. Na początku byłam zażenowana, że muszę chichotać jak wariat, kiedy wcale mi się nie chce śmiać, w totalnie nieśmiesznych warunkach, z ludźmi, którzy są równie zażenowani jak i ja. Jednak po pierwszych zajęciach czułam się bardziej zrelaksowana w towarzystwie, jakby nie było, obcych mi ludzi. Zaś drugiego dnia naprawdę się świetnie bawiłam. Wydaje mi się, że szczególnie osoby podobne do mnie, które mają problem z próbą zachowania kontroli nad wszystkim dookoła, mogłyby się odnaleźć na jodze śmiechu, chociaż na pewno nie na pierwszym spotkaniu. Znalazłam tylko jedną książkę poświęconą jej, ale może warto ją przeczytać. Z kolei, jeśli idzie o tradycyjną jogę, to znalazłam książek naprawdę bez liku. Czuję się zagubiona, którą warto wybrać przez osobę początkującą, ale już pałającą miłością do jogi. Może ktoś mi doradzi?

Wyjazd ten był też pełen inspiracji kulinarnych. Jedzenie było przepyszne i od stołu wstawałam z brzuchem tak wielkim jak w zaawansowanej ciąży. Zamiast najadać się na 3/4, to najadałam się na 1 i 3/4. Wiem, że nie tylko ja miałam taki problem 🙂

Po przyjeździe do domu, zrobiłam własną wersję jednej z potraw wyjazdowych.

Oto składniki:
– ugotowane ziemniaki pokrojone w kostkę (u mnie na parze),
– ugotowane buraczki starte na grubej tarce (u mnie na parze, ale spokojnie można je też upiec i dopiero zetrzeć),
– jabłka, obrane i pokrojone w kostkę,
– ogórki kiszone, pokrojone w kostkę,
– cebula czerwona, pokrojona w drobną kostkę,
sezam.

Wszystkie składniki brałam, oczywiście, „na oko” na naszą 5-osobową rodzinę. W proporcji ważne jest tylko, żeby ziemniaków i buraków było więcej niż pozostałych składników.

Wszystko, oprócz sezamu, wrzuciłam na patelnię, na odrobinę masła klarowanego, dodałam sól himalajską, curry i kolendrę, do smaku. Nie smażyłam, tylko podgrzałam i wymieszałam całość. Podawałam posypane sezamem.

Było naprawdę pyszne. Smacznego 🙂

P.S. Nasi drodzy mężowie, nie dość, że świetnie sobie poradzili z dziećmi, to ponoć jeszcze wypoczęli. Coś niesamowitego 🙂

Dodaj komentarz