Pokochałam bób dzięki Magdzie Makarowskiej

Zawsze miałam problem z bobem 🙂 Może dlatego, że w moim domu, bób można było obejrzeć tylko kilka razy do roku i to w formie typowo tradycyjnej: ugotowanego w lekko osolonej wodzie, którego należało oskubywać ze skórki i traktować jako przekąskę do telewizora. A wszystko to, w ciągle wyczuwalnym, okropnym dla mnie, zapachu gotującego się bobu. Ble. Tymczasem, zaznajamiając się z kolejnymi książkami Magdy Makarowskiej, okazało się, że ten nieszczęsny bób można zrobić na różne sposoby i z różnym przeznaczeniem  🙂 . Najpyszniejszy, bombardujący swoimi smakami, okazał się bób, który najpierw ugotowałam do miękkości w osolonej wodzie, a następnie wrzuciłam go na patelnię na masło klarowane, dodałam dużo wyciśniętego czosnku, trochę posiekanego rozmarynu i trochę soli i pieprzu do smaku. Wystarcza mu kilka minut, żeby stał się niesamowitym doznaniem smakowym. Coś pysznego. Kilka składników, tych najprostszych, a niebo w gębie.

Zresztą, jak zawsze, muszę trochę „zapiać” nad tymi książkami, bo oprócz przepięknych zdjęć i ciekawych przepisów, można w nich znaleźć sporo ciekawostek.

W „Jedz pysznie z niskim indeksem glikemicznych” można przeczytać o kilku naprawdę fajnych rozwiązaniach, jak na przykład „gotowaniu według zasad niskiego IG”, który polega po prostu na ochładzaniu i odgrzewaniu ugotowanych wcześniej produktów węglowodanowych, ot chociażby takie kasze. Wskutek schłodzenia dochodzi do obniżenia IG, zaś ponowne odgrzanie nie spowoduje już jego podwyższenia.

Zaś „Życie w stylu wege” to istna bomba informacji do wykorzystywania w kuchni, na co dzień. Jest wszystkiego po trochu, bo i o namaczaniu strączków, orzechów, o kiełkach i „skiełkowywaniu”, o „superfoodsach” i innych bombach witaminowych, o białku roślinnym i jego źródle, o aminokwasach ezgogennych, i takich tam innych, a wszystko okraszone solidną porcją fajnych przepisów. A że walcząc z bobem :), zrobiłam też hummus z bobu i kaszy jaglanej, to dorobiłam do niego bułeczki gryczane z nasionami konopi, na które przepis znalazłam właśnie w tej książce. Trochę je zrobiłam za małe, oczywiście, nie ma co liczyć też na ich glutenową pulchność, ale naprawdę wszystkim smakowały. Nawet dzieciom. Super!

A oto składniki na około 6 bułeczek:

  • 400 g mąki gryczanej (ja zmieliłam kaszę),
  • 3 łyżki mąki owsianej (ja zmieliłam płatki),
  • 2 łyżeczki otrąb z konopi (ja dodałam otręby gryczane),
  • 3 łyżki łuskanych nasion konopi,
  • łyżeczka soli himalajskiej,
  • opakowanie drożdży instant lub 1/4 paczki świeżych (ja dodałam świeże),
  • 100 -150 ml mleka sojowego (ja dałam wodę),
  • łyżeczka cukru trzcinowego,
  • 2 łyżki oleju rzepakowego (tfu, tfu, ja dałam olej kokosowy)
  • do posypania: sezam, chia, czarnuszka (ja obsypywałam czarnym sezamem).

W szklanej misce drożdże zalałam 50 ml ciepłej wody z łyżeczką cukru i zostawiłam na 15 minut. Po  tym czasie dodałam zmieloną kaszę i płatki na mąkę, otręby, nasiona konopi, sól, olej i wodę. Wszystko wymerdałam ręką i zostawiłam na około 30 minut przykryte ściereczką. Po tym czasie uformowałam bułeczki i wyłożyłam je na blachę pokrytą papierem do pieczenia, obsypałam sezamem i piekłam około 30 minut w 170 stopniach.

Smacznego 🙂

Dodaj komentarz