O ile z takimi chodziażby kiszonkami jestem szczęśliwsza

Ogrki kiszone i kapusta kiszonaMiałam ostatnio konieczność skontaktowania się z infolinią podatkową. Po wiszeniu na telefonie przez dobre 45 minut i rozmowie z 2 specjalistami jestem wrakiem człowieka. Sprawa, w której dzwoniłam, nie powinna ekspertowi nastręczać wielu kłopotów, nie jestem jedyna w całej Polsce z takim problemem. Ale nie…, nie w tym kraju. Nawet jeśli człowiek chce być fair i porządnie rozliczyć się z fiskusem, to jest to po prostu niemożliwe. Dostałam 2 wzajemnie wykluczające się odpowiedzi na zadane pytanie, w tym jedna z osób powiedziała mi, że przepisów na mój przypadek nie ma. Mam sobie robić jak uważam za słuszne, przecież to moja odpowiedzialność. Ręce mi opadły, nerwy wystrzeliły pod sufit. Jakże dokładnie sobie przypomniałam wszystkie powody porzucenia wyuczonego przeze mnie zawodu.

O ileż przyjemniej jest mi się realizować w kuchni i robić sobie np. takie kiszonki w domu. Człowiek myje słoiki, dodaje co trzeba, zamyka, czeka kilka dni. Jak się zepsuje, to trudno, nikt mnie za to nie będzie gonił, a jakie walory zdrowotne ma! I nerwy całe, a rodzina zdrowsza dzięki nim.

Na przykład takie ogórki kiszone. Dodaję odpowiednie liście, chrzan, czosnek, gorczycę, kilka innych przypraw, sól, wodę i oczywiście ogórki z własnego ogródka, a za parę dni mam świetną lekkostrawną potrawę wspierającą florę bakteryjną jelit i odporność. Bogatą w witaminy i minerały. Samo zdrowie.

I nie trzeba ograniczać się tylko do ogórków kiszonych. Ta sama zasada, a warzywa mogą być różne, różniste. Od kalafiora, poprzez marchewkę, kapustę, czosnek, cebulę (jest boska), do cukinii (też niczego sobie), buraka czy co tam jeszcze przyjdzie komu do głowy. Można eksperymentować, a smaki będą nas tylko zaskakiwały. Bo jak może smakować właśnie taka ukiszona cebulka? No smakuje bosko, i w życiu bym się tego nie spodziewała. Jedyny niewypał jaki miałam, to z kiszonymi pomidorami. No niestety, tych nie byłam w stanie zjeść, ale chyba zrobię w tym roku do nich drugie podejście, ponieważ słyszałam, że są świetne do zupy pomidorowej!

No i nie mogłabym pominąć numeru jeden wśród kiszonek, a mianowicie soku z kiszonego buraka. Jest cudowny. Nie wyobrażam sobie czerwonego barszczu bez niego. A na surowo … oprócz wspierania naszego mikrobiomu, taki sok jest świetny na anemię, działa przeciwwirusowo, jest też kopalnią witamin i minerałów, o czym przekonałam się ostatnio, gdy „tikało” mi oko. Kilka dni z takim sokiem i wszystko wróciło do normy. A robi się go naprawdę prosto. Najlepiej sprawdza mi się słoik z gumką, taki jak do ogórków kiszonych. Nakładam 2, 3 buraki przekrojone na ćwiartki, dodaję ziarnko pieprzu, liść laurowy, ziele angielskie i kilka łyżek już gotowego soku, albo wody z kiszonych ogórków, albo kiszonego buraczka, zalewam dobrze ciepłą, osoloną wodą (na 1 litr wody 1 łyżeczka soli, ważne żeby była nieoczyszczona i niejodowana). Zamykam i zostawiam na około tydzień w ciepłym miejscu. Codziennie odwracam słoik do góry nogami, w celu wymieszania.

Wiele osób jednak lubi robić wszystko dokładnie, odmierzając odpowiednio składniki, chcąc wiedzieć ile czego do czego, i co konkretnie tam jest. Myślę, że wtedy należy sięgnąć po książkę „Żywność fermentowana i probiotyczna” i cieszyć się lekturą przed przystąpieniem do akcji w kuchni. Udanego fermentowania!

 

Dodaj komentarz