Monika Mrozowska i jej zupa cebulowa

Dawno temu (jakoś pod koniec podstawówki i w liceum), pamiętam, że uwielbiałam oglądać rozgrywki ligowe siatkówki. Nie miało znaczenia czy kobiet czy mężczyzn. Z zapartym tchem śledziłam mecze zarówno jednych jak i drugich. Byłam tak obeznana w drużynach i jakości ich gry, że z dużym prawdopodobieństwem mogłabym obstawiać kto wygra mecz 🙂 Zamiłowanie do kibicowania siatkarzom zostało mi do dziś. W telewizji, z reguły, zawsze oglądam mecze reprezentacji, ale nie ma to jak obejrzeć na żywo taki mecz. Od czasu do czasu mi się to udaje i zawsze jest to dla mnie ogromne wydarzenie i święto. Ostatnio było to kilka lat temu, ale co to był za mecz … Polska – Brazylia i w dodatku Polska wygrała. Do dziś mam co wspominać 🙂

Moją drugą ulubioną rzeczą, którą oglądałam w telewizji w tamtych czasach, to był pewien serial … „Rodzina zastępcza”. Świetnie się bawiłam i przeżywałam przygody razem z Marylką Rodowicz, Piotrem Fronczewskim, Gabrielą Kownacką czy Moniką Mrozowską, a także serialową Alutką. Zresztą do tej pory mi coś z tego zostało, bo jak akurat leci jakaś powtórka odcinka, to zawsze się zatrzymam i obejrzę go 🙂 Aleksego też często nazywam właśnie Alutek, szczególnie gdy wykazuje zadziwiające podobieństwo do oryginału.

I pewnie dlatego z dużym rozrzewnieniem podchodzę do wszelkich publikacji i programów Moniki Mrozowskiej. Nie dość, że wywołuje pozytywne skojarzenia, to dodatkowo wydaje się być świetną kobietą w życiu codziennym. Dbająca o środowisko i jakość spożywanych pokarmów, a także wiedząca, że portfela nie da się rozciągnąć, a pieniędzy dodrukować. Właśnie o tym jest jej nowa książka „ Ekonomiczna ekologiczna kuchnia”. Jak zrobić zakupy, żeby jeść zdrowo, ale nie wydać majątku. Jak ugotować smacznie, ale prosto i nie spędzić całego dnia w kuchni. Pełno jest pięknych zdjęć zarówno potraw jak i jej i jej dzieci. Co do przepisów, to są to przepisy wege, ale z serem, no i generalnie glutenowe (jest kilka przepisów bezgluta, ale przeważają te glutenowo – nabiałowe). Myślę jednak, że każdy znajdzie w niej coś naprawdę fajnego dla siebie. Ja znalazłam zupę cebulową w zupełnie nowej dla mnie odsłonie. Fakt, że pozwoliłam nam na grzanki z chleba żytniego posypane utartym serem owczym, ale … było warto. Boski smak i PUSTE miski u wszystkich. Tak, tak, dzieci zjadły do ostatniej łyżki. Naprawdę warto tą zupę przygotować. Dodałam od siebie parę przypraw i troszkę zmodyfikowałam proporcje, żeby podkręcić smak, by była po prostu jeszcze smaczniejsza.

Oto składniki na obiad dla 5- osobowej rodziny (wyszedł prawie pełen 3,5 litrowy garnek):

  • 10 dużych cebul, pokrojonych w piórka, grubą kostkę czy jak komu wygodniej,
  • 5 średnich marchewek, pokrojonych w talarki lub w kostkę,
  • 1 szklanka żółtego, łuskanego grochu,
  • masło klarowane – kilka łyżek,
  • kilka kromek pieczywa żytniego,
  • woda,
  • przyprawy: sól, pieprz , kurkuma, gałka muszkatołowa, kminek i odrobina pieprzu cayenne – według uznania i do smaku,
  • starty ser owczy lub kozi do posypania (u nas Pecorino Romano).

Groch przepłukałam i moczyłam przez noc. Następnego dnia znowu go opłukałam i gotowałam w 6 szklankach wody do miękkości. W międzyczasie obrałam i pokroiłam cebule i marchewki. Najpierw zeszkliłam na maśle klarowanym cebule, przerzuciłam je do garnka z grochem, a następnie podsmażyłam na maśle marchewkę z odrobiną wody, żeby się nie przypaliła i żeby zebrała aromat cebulki z patelni. Ją również przerzuciłam do gara. Całość gotowałam jeszcze ok. 30 minut, żeby smaki się wymieszały, a wszystko było odpowiednio miękkie. Po tym czasie zblendowałam zupę (zdecydowanie lepiej wygląda i smakuje jako krem) i dodałam przyprawy. Dałam jej dodatkowo kilka minut na wolnym ogniu i już. Zrobione. Wystarczyło jeszcze pokroić w kostkę kilka kromek chleba i podsmażyć je na maśle klarowanym (warto zrobić to właśnie na maśle, bo zyskują cudowny smak, który uzupełnia zupę). Przelaną do misek zupę posypałam grzankami i odrobiną startego sera.

Smacznego!

Dodaj komentarz