Kremy do opalania z filtrem – moje przemyślenia

Dowiedziałam się ostatnio z Internetu, że jestem antyfiltrowcem. Tak, tak, antyfiltrowcem, bo nie używam kremów z filtrem do opalania. Zastanawiam się jak ludzkość, skądinąd od zarania dziejów antyfiltrowcy :), przetrwali do czasów pojawienia się owych kremów?

Wiem, że niektóre autorytety mówią, że absolutnie koniecznie trzeba się grubo smarować kremami z filtrem, najlepiej jak największym, o dzieciach już nie wspominając. Je należałoby tarzać w tych kremach, żeby były całe białe najlepiej. I najlepiej z filtrem 100. A na reklamach dosłownie szaleją, wyśpiewują i recytują, że jedyną słuszną drogą jest smarowanie, smarowanie i ewentualnie psikanie siebie i dzieci jak najgrubszą warstwą z jak największym filtrem. Teraz mówią tak, za parę lat będą trąbić coś zupełnie przeciwnego. Coś w deseń jajek, które raz są złe, bo cholesterol, by po kilku latach być jednak dobre. Albo sławna margaryna, bo przecież tłuszcze trans są takie zdrowe … No to jeszcze jeden przykład, który na szybko przychodzi mi do głowy – smażenie na olejach roślinnych, bo przecież są bogate w kwasy omega. No samo zdrowie te tłuszcze poddane obróbce cieplnej i to nie byle jakiej, bo schabowy dobrze wysmażony na takim oleju … Gdyby chwilę pomyśleć, to można by dalej wymieniać złote myśli naszych czasów. Ale wracając do tematu mojego bycia antyfiltrowcem, to zdecydowanie bardziej przemawia do mnie np. dr Jerzy Jaśkowski i Jarek Kefir ze swoim stanowiskiem.

W Internecie wyczytałam, że zdania naukowców są podzielone, jeśli chodzi o to, czy kremy z filtrem blokują produkcję witaminy D. Następnie przeczytałam, że tak czy tak, to warto smarować się kremami z filtrem i jednocześnie suplementować się witaminą D przy określonych badaniami krwi niedoborach. Nie żebym sama się nie wspomagała witaminą D, bo to robię, ale takie porady nasuwają mi jeden wniosek.

Drugą kwestią pozostaje skład tych kremów. Również w Internecie wyczytałam, że jedzenie z nieumytymi rękami po smarowaniu się kremem może być niezdrowe dla naszego układu trawiennego. I znowu ktoś pisze, że te składniki należałoby stosować codziennie przez kilkadziesiąt lat, żeby były niebezpieczne dla nas. No ciekawe … ciekawe czy autor tych przemyśleń wie, że kremy do twarzy dla kobiet często zawierają filtry, a kobiety smarują się nimi latami? Czy bierze też pod uwagę zbiór wszystkich szkodliwych substancji, które przyjmujemy, a które w małych ilościach są nieszkodliwe zdaniem ekspertów? Czy bierze pod uwagę ich wzajemne i synergiczne oddziaływanie?

P.S. Nie zamieszczam linków do tych informacji, bo można je samemu bez najmniejszego problemu znaleźć na google.com. Wystarczy wpisać hasło i wyświetli się cała lista chwalebnych artykułów promujących kremy z filtrem.

Kolejna kwestia to ochrona środowiska i wpływ kremów z filtrem na stan wód i raf koralowych.

Co zatem ja używam? Oleju kokosowego, choć słyszałam od kilku osób, że olej z pestek malin jest rewelacyjny i lepszy. Nie sprawdzałam. Jakoś nie mam takiej potrzeby. U mnie kokosowy się sprawdza, choć trzeba przyznać, że nie leżymy plackiem na leżaku cały dzień.

Gorąco polecam samemu zastanowić się nad tym problemem, wyciągnąć swoje wnioski i próbować tego, co dała nam natura, a nie laboratoria – w każdej możliwej sytuacji, w której się da, bo wyjdzie nam to tylko na zdrowie 🙂

Dodaj komentarz