Nagietkowa nostalgia

butterfly-196745_1280

Testuję ostatnio na żywym organizmie mojej rodzonej córki kosmetyki marki Sylveco. A konkretnie Lekki krem nagietkowy polecony nam podczas ostatniej wizyty w gabinecie kosmetycznym. Problematyczna skóra nastolatki, temat trądzikowy itd. Krem rzeczywiście świetny. Oczywiście nic nie zastąpi dobrego umycia i oczyszczenia nastoletniej cery (na którą to okoliczność Sylveco też ma kilka produktów w ofercie, ale jeszcze ich nie testowałyśmy), niemniej jak już się poczyni odpowiednie zabiegi higieniczne, to kremik nagietkowy działa naprawdę fantastycznie – koi, łagodzi, a przy tym ładnie pachnie i nie jest zbyt tłusty. Tradycyjnie też zwracam uwagę na opakowania, które Sylveco ma naprawdę śliczne, a to dla mnie dodatkowy atut, bo lubię mieć na półce w łazience rzeczy ładne, a nie tylko naturalne i zdrowe 🙂

Kontynuując natomiast temat nagietka, to w moim przydomowym ogródku jest ci go dostatek. Zbieram płatki i suszę. A potem podczas zimowych przeziębień parzę nagietkowe herbatki. Lubię też okłady na oczy z nagietkowego naparu – fantastycznie usuwają pieczenie i zmęczenie.
Niczego sobie nagietki prezentują się też w wazonie, ale najpiękniej jednak w ogródku, kiedy w pełnym słońcu prezentują swoje słoneczne oblicza. Nagietki to kwiaty mojego dzieciństwa – wspomnienia z wakacji u cioci Reginki, wspomnienie parapetów pełnych suszonych przez babcię Jasię płatków i nasionek zbieranych przez nią każdej jesieni. Dlatego nagietki są i już zawsze będą dla mnie ważne. I dlatego też zbieram, suszę i sieję – z szacunku i miłości dla moich ukochanych kobietek.

Dodaj komentarz